A TY, ZROBIŁEŚ KOMUŚ DZIEŃ DOBRY?

IMG_4022

Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.

Zawsze kiedy w Piśmie Świętym, natykam się na tego typu sformułowania, pierwsze co przychodzi mi do głowy to odniesienie do jakichś bliżej nieokreślonych wrogich relacji. Nie powiem, żebym miał stricte wrogów – ale jak życie się układa dobrze wiecie – z kilkoma osobami do tej pory udało mi się niestety poróżnić, i teraz najzwyczajniej nam w życiu nie po drodze. Tak więc, kiedy czytam dziś te słowa, moje myśli uciekają w kierunku tych osób, choć przecież wcale nie chcę o tym myśleć, ale może właśnie łatwiej jest mi myśleć o odległych dla mnie relacjach, zamiast spojrzeć na codzienne niepowodzenia w stosunkach z najbliższymi, np. uśmiechnąć się do współlokatora który kolejny raz z rzędu wraca późno do mieszkania i wstawia pranie. Nie chodzi mi jednak o to, żeby troszczyć się o jedno, nie dbając o drugie, ale może żeby umieć naprawiać to co jest w pewien sposób odległe, trzeba uporządkować te sprawy codzienne – podchodzić do najbliższych bez zazdrości, niepotrzebnych oczekiwań, lęku… no nie wiem jak jeszcze. Myślę, że każdy wie czego potrzebuje w relacjach z najbliższymi czy tymi, których spotykamy na codzień, i sam określi właściwe podejście. Bo tak pomyślałem – jeśli przestaniemy niepotrzebnie komplikować te powszednie stosunki, to wyrobimy pewny sposób podejścia ogółem do innych osób – wzorzec to może za dużo powiedziane, ale taki naprawdę zdrowy tryb relacji, który będziemy mogli przenosić na te odleglejsze i bardziej skomplikowane sytuacje, osoby.

Pamiętam jak kilka miesięcy temu, przechodząc przez pasy potrącił mnie samochód. No dobra, dosyć mocno to brzmi, ale tak było – szedłem przez przejście dla pieszych na zielonym, a samochód który jechał z prawej, miał strzałkę kierunkową i nie zatrzymał się przed przejściem. Gdzieś kątem oka kontrolowałem sytuację i w odpowiednim momencie wskoczyłem mu na maskę, nawet dosyć wygodnie tam usiadłem. Kierowca wtedy oczywiście zahamował, spojrzeliśmy na siebie, a on składając dłonie jakby do modlitwy starał się mnie przeprosić, i rzeczywiście – uwierzyłem mu, uśmiechnąłem się. Otworzył szybę, przeprosił kolejny raz. Wokół sporo gapiów. Zdjąłem słuchawki i miałem naprawdę wielki pokój w sobie. Odpowiedziałem mu tylko, że może się cieszyć, że mam dobry dzień i żeby uważał dziś już więcej. Poklepałem go po masce i przepuściłem, zauważyłem u niego lekki, zawstydzony uśmiech i odjechał. Wszystko trwało 15 sekund, nie więcej. Później ktoś mi powiedział, że facet zapłaciłby 500zł mandatu, i czemu nie wyciągnąłem od niego jakiejś kasy, i przyznam – w pierwszym momencie pomyślałem, że kierowca trafił na dobrego jelenia… Ale teraz, wiecie, myślę, że miałem wtedy piękny dzień. Z czego to wynikało? Naprawdę mam zdrowy klimat w mieszkaniu z kolegami i to sprawia, że wychodzę stamtąd do świata dużo lepszy, pewniejszy siebie ale i spokojniejszy, bardziej otwarty, i myślę, że tamtego dnia to właśnie uratowało nas obu – mnie (być może naiwnego) i pechowego kierowcę. Być może, on nie miał tyle szczęścia i spokoju tamtego ranka, ale wierzę, że z tego skrzyżowania odeszliśmy (tzn. on odjechał) paradoksalnie obaj spokojniejsi.

Wiecie, 300 m dalej, za tym przejściem, jest jedna z ładniejszych uliczek w Warszawie – ul. Próżna, i ostatnio idąc tamtędy zauważyłem na chodniku takie małe malowidło, z tych takich, co to się je szprejem od szablonu odbija, a głosiło ono taką oto myśl: A TY, ZROBIŁEŚ KOMUŚ DZIEŃ DOBRY? I właśnie tego oczekuje dzisiejsze wezwanie z Listu do Efezjan. Bądźcie dla siebie dobrzy, miłosierni, przebaczajcie sobie, niech zniknie gniew, gorycz, bo tak należy robić. Choćby to było odrobinę naiwne, bo prawdziwa miłość do bliźnich musi być odrobinę naiwna, taka nieskalkulowana, wtedy jest szczera, i nieinteresowna.
Życzę i Wam i sobie, żebyśmy tak potrafili codziennie, bo choć powiedziałem o sobie, to jednak to wydarzenie sprzed kilku miesięcy, miesięcy posuchy, jeśli chodzi o ROBIENIE DZIEŃ DOBRY.

P.S. Napisałem, że kiedy zszedłem sobie z maski sympatycznego kierowcy, byłem bardzo spokojny, zdjąłem słuchawki i tak – pamiętam co wtedy akurat leciało.


Specjalnie dla Was, może uda się i Was dobrze nastroić.

poniżej wersja, którą osobiście bardziej preferuję, niestety nie w całości bo jest nieosiągalna w internecie.
[su_youtube url=”https://youtu.be/H5xB1OnrmkI”]
gdyby ktoś chciał odnaleźć tą wersję należy szukać jako:
The Blind Boys of Alabama – I’m not waiting anymore (feat. Sam Amidon)

tutaj natomiast w całości, lecz w innym wykonaniu. równie piękne.
[su_youtube url=”https://youtu.be/nw2MvFO3ZEE”]

mbr.


Wiara w Miłość moim Prawem

graf

 Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość.

W słowach św. Pawła pojawia się kwestia dotycząca Starego i Nowego Testamentu. Chrystus przychodząc na świat nie tylko dał nam nowe Prawo, Prawo miłosierdzia. Nie przekreślił tego co było kiedyś, nie odrzucił praw przodków. On to wszystko połączył w swojej osobie. Surowe przepisy, które wskazują nam drogę uczciwego chrześcijanina, wzmocnione są wszechobecnym miłosierdziem, wypływającym z postawy Króla. Więc czym jest w tym wszystkim owa wiara działająca przez miłość?

 

Wyobraź sobie, że najbliższa Ci osoba mówi, że Cię kocha. Na wszelkie sposoby.  Wyraża to w gestach, słowach, czułości. Jeśli jest to coś nadzwyczaj szczerego, czujesz się bezpiecznie, dobrze, najlepiej. Czujesz się spełniony/ spełniona, gdy miłość słowa zawsze jest dopełniona czynem. Czujesz się godny/ godna siebie. Czujesz, że zasługujesz na tę miłość, jest Ci ona potrzebna, wypełnia nie tylko Ciebie, ale też tę drugą stronę. Jesteście jednością, ty i on/ ona. Ale co jest w tym najważniejsze? Ty w to wierzysz.

 

Teraz przejdźmy do drugiej sytuacji. Niemalże identycznej. Wyobraź sobie, że najbliższa Ci Osoba mówi, że Cię kocha. Na wszelkie sposoby. Wyraża to w uczynkach, gestach, słowach, od zawsze, od początku Twojego istnienia. Jest to coś nadzwyczaj szczerego. Ale pojawiają się pytania: czy czujesz się bezpiecznie, dobrze, najlepiej? Czujesz się spełniony/ spełniona, gdy miłość Słowa jest dopełniona Czynem? Potwierdzona znakami, obietnicami, cudami, śmiercią? Czujesz się godny/ godna siebie? Czy czujesz, że zasługujesz na tę Miłość, na to, że jest Ci ona potrzebna, że Cię wypełnia. Czujesz, że jesteście jednością, ty i On? I najważniejsze. Czy Ty w To wierzysz? Jeśli chodzi o mnie, często nie potrafię odpowiedzieć na te pytania, często odpowiadam przecząco. Wy też z pewnością tak macie.

 

Ale najszczerszą prawdą jest to, że Jezus Chrystus jest Miłością mojego życia. On jest Miłością Twojego życia. Przyszedł na świat, do nas, tutaj na ziemię. Urodził się w ubóstwie, chłodzie. Przecież obraz braku miejsca w jakiejkolwiek gospodzie, obraz nędznej stajni, to obrazy cierpienia. Dorastał ciężko pracując. Zmagał się z wieloma przeciwnościami. W końcu cierpiał, gdy go skazywano na śmierć, biczowano, przybijano do krzyża. On tak bardzo cierpiał. Umarł. Ale ON ZROBIŁ TO WSZYSTKO Z MIŁOŚCI. A ja nadal w to nie wierzę! Był w tym wszystkim szczęśliwy. Jestem pewna, że nie było nigdy w całym wszechświecie szczęśliwszej osoby niż On. Dlaczego tak trudno jest mi uwierzyć w tę największą Prawdę? Może właśnie na tym ma polegać moje życie. Może paradoksalnie, gdy On oddał mi siebie bez żadnego zwątpienia, ja muszę wątpić tak często, muszę szukać, upadać, podnosić się. Może na tym ma polegać moja wiara? Przecież jestem tylko człowiekiem. On poza tym jest Bogiem, przede wszystkim Bogiem.

 

Bardzo chciałabym odpowiedzieć na pytanie, postawione przeze mnie w poprzednim akapicie. Nie wiem czy mi się uda. Myślę, że każdy z nas powinien poszukiwać odpowiedzi. Nawet gdyby miało to trwać całe życie. Odpowiedzią jest Chrystus. To On jest wzorem wiary działającej przez miłość. Tak nas umiłował, że nie bał się niczego. Wierzy, że i my będziemy z tego powodu szczęśliwi. Nie, On to nawet już wie. Wie, że jesteśmy szczęściarzami. I niezmiernie się cieszy, gdy to odkrywamy.

 

nch.

Życzenia Bożonarodzeniowe

 

Boże Narodzenie 2015

„Módl się w nas, jak się modliłeś w Chrystusie,

Łącząc ze sobą w prawdziwą wspólnotę,

Byśmy jako dzieci Jedynego Ojca

Wołali do Niego z prawdziwą ufnością”

           Drodzy Moderatorzy, Moderatorki, Animatorzy, Uczestnicy!

                            Tak śpiewamy w pierwszej zwrotce tegorocznej piosenki roku.

A święty Jan ewangelista  przypomina nam w pierwszym rozdziale swojej Ewangelii, że Wszystkim tym, którzy Je (Słowo) przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego…

Stawać się Dziećmi, które potrafią z ufnością zachwycać się Miłosiernym Ojcem, który podzielił się z Nami najcenniejszym darem – Swoim Synem oto zadanie dla każdego chrześcijanina.

Życzę Wam, aby Jezus, Emmanuel – Bóg z Nami, dawał Wam moc do codziennego odkrywania w sobie Dziecka umiłowanego i chcianego przez Boga.

Z pamięcią i Błogosławieństwem

Br. Michał Kulczycki


_DSC7225

Dlaczego wierzysz z takim trudem?

_DSC7122
Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela. A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: Panie, dopomóż mi! On jednak odparł: Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom. A ona odrzekła: Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów. Wtedy Jezus jej odpowiedział: O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.
Ostatnio w jakimś mądrym wywiadzie, z tych, co to trzeba po nie wchodzić na inne portale niż ten nasz (na razie) przeczytałem, że w dzisiejszym świecie religia jest traktowana jako pewnego rodzaju zjawisko kulturowe, a być może już tylko socjologiczne. Przeczytałem to, i puściłem mimo uszu, ale po chwili zacząłem odrobinę analizować tę opinię, i ciężko nie przyznać jej racji. Bo jeśli mówię: „jestem wierny, wierzący” – to co to oznacza?
Być może to, że się modlę i chodzę do kościoła. Może mam w domu święty obrazek na ścianie. Może nawet przestrzegam jakichś zasad moralnych w moim życiu, a w wolnym czasie odpalę sobie dodatkowo konferencję do posłuchania. Tak, tak – tę z jakimś znanym nazwiskiem w tytule. Może nawet mam czas, żeby w tygodniu pokazać się we wspólnocie nie tylko jeden raz, ale nawet dwukrotnie.
Ale może tak naprawdę ciągle żyję w atmosferze doczesności, pochłonięty światem, najnowszymi wydarzeniami, zarabianiem pieniędzy i organizowaniem kolejnego weekendu, czy urlopu, pochłaniają mnie rozrywki czy media.
To w końcu jak to jest, w co ja wierzę? Czy Boga nie traktuję przypadkiem jako takiej wyższej instancji, która ma mi pomagać w zapewnieniu dostatniego życia i spełnianiu wszystkich moich oczekiwań?
Bo kiedy patrzymy na kobietę kananejską z Ewangelii św. Mateusza to tak może się na pozór wydawać. Jak gdyby była tylko kimś, kto w obliczu pewnego niepowodzenia w życiu kieruje swoje myśli i oczekiwania do Najwyższego.
Istotnie, stwierdzam pokusę takiego spojrzenia na jej osobę. Ja tak o niej myślałem.
Tak przecież patrzyli na nią nawet Uczniowie Jezusa, którzy chcieli żeby On się jej najzwyczajniej pozbył. Oni tak myśleli.
Jezus. Nie wiem co myślał Jezus i nie będę udawał, że jest inaczej. Przeczytałem wszystkie komentarze dot. tej Ewangelii, i zainteresowanych do nich odsyłam, ale faktem jest, że nadal nie pojąłem co On o niej myślał. Wiem natomiast, że to nie to jest teraz dla mnie ważne, bo zauważyłem pewną prawidłowość – Kana Galilejska. Tam, niby nie zainteresowany Jezus mówi: czy to moja sprawa niewiasto?.. i bach – kilkaset litrów wina.
Tak tutaj, jakby Chrystus miał zupełnie inny pomysł jak postępować z poganami, a ta kobieta swoją upartą wiarą to zmieniła. Może nawet nie upartą, a wytrwałą, bo nie dała się zbić z tropu milczeniem Jezusa, ani temu zdawałoby się fatalnemu językowi obrazów i porównań, że chleb jest dla dzieci a nie psów… Nie dała ponieść się urażonej dumie, ani pysze. Niech będzie i wytrwała i dumna.
Nadszedł czas na tytułowe pytanie:
DLACZEGO WIERZYSZ Z TAKIM TRUDEM?
Nie chcę tu rozpatrywać Twojej i mojej Wiary na przestrzeni lat. Mam nadzieję, że nie o to w tym pytaniu chodzi – przynajmniej nie mi teraz – spójrzmy na nie z perspektywy wydarzenia, wyzwania, które mają przybliżać nas do wieczności. Choćby były to drobne potyczki w codzienności, gdzie realnie wybieramy między wiarą a niewiarą, dobrem a złem które czynimy. Skądinąd bardzo podoba mi się tytuł poprzedniego wpisu o Wierze który napisała Kasia „Jeśli wierzysz to co z tym zrobisz”, więc to moje pytanie potraktujmy jako taki prequel, z nadzieją, że kiedyś zasłużymy sobie na to, by i nam je ktoś zadał.

Chciałem jeszcze pociągnąć krótko temat, przywołując pewną piosenkę, która jest dla mnie bardzo ważna i bardzo odpowiada moim wyobrażeniom na temat Wiary a która nie mogła się znaleźć w głównym wątku z przyczyn obiektywnych.
Jej autor mówi o niej tak:
„W pewnym momencie swego życia utraciłem wiarę, nie byłem w stanie pojąć zamiarów Bożych w moim życiu […] Skupiłem się na mikrokosmosie, na dbaniu o swoją rodzinę. Trochę buńczucznie stwierdziłem, że nie potrzebuję niczyjej pomocy. A teraz znów potrzebuję […]
To (tekst piosenki-przyp. red.) powstało w okresie moich wahań i poszukiwań, ale akurat ten tekst wziął się z przypadku. Na próbie zobaczyłem zdjęcie z pisma jednej ze wspólnot chrześcijańskich, które ktoś zostawił, z napisem >>Twoje słowo jest prawdą<<. I to do mnie przemówiło na tyle, że postanowiłem powiedzieć to wprost.”
Drodzy moi, z piosenką o wierze i niewierze, i o tym, że życie z Wiarą jest łatwiejsze, aniżeli bez – Kazik Staszewski i KULT.
[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=Y0wXUS9Epqc”]
mbr.

POSTscriptum: Psalm 22 – Boże mój Boże

[metaslider id=1938]

[mp3t track=”Psalm-22.mp3″ title=”Psalm 22”  fontsize=”40px” play=”▶︎ Posłuchaj +” stop=”I I zatrzymaj +”]

czyta – brat Piotr Anusiewicz


 

W jednej ze swoich homilii papież Franciszek powiedział, że skarżenie się przed Bogiem na własne cierpienia nie jest grzechem, ale płynącą z serca modlitwą, która dociera do Pana. Mówił, że wykrzyczenie swego bólu przed Bogiem jest modlitwa serca.

W Biblii znajdujemy przykłady wołania ludzi, którzy skarżąc się Bogu, wykrzykują przed Jego obliczem to, co leży im na sercu. Do tych osób należeli Hiob oraz prorok Jeremiasz. W ich wołaniu rozbrzmiewa okrzyk przeklinajacy dzień własnego urodzenia. Papież wyjaśnia, że słowa skargi na los wypowiedziane wobec Boga, które przypominają  przekleństwo samego siebie, jest ludzkim wyrazem bezradności, a nie bluźnierstwem.

Rozważając Psalm 22 możemy zadać sobie pytanie: „czy człowiek ten bluźni?” A może Jezus bluźni, kiedy na krzyżu za Psalmistą wykrzykuje skargę wobec Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Papież Franciszek nam pomaga. Mówi, że  sam spotyka osoby mające na ustach taką modlitwę skargi na swój los. Wówczas im odpowiada: „módl się tak nadal, ponieważ także to jest modlitwą. Podobnie jak były nią słowa Jezusa, kiedy powiedział do Ojca: „Czemuś mnie opuścił?”, i  podobnie jak są nią słowa Hioba. Bowiem modlić się to stanąć w prawdzie przed Bogiem. Modlimy się przez rzeczywistość.”

Psalm 22 rozpoczyna się od takiej modlitwy. Psalmista staje w prawdzie przed Bogiem. Zauważa swoją samotność. Doświadcza niemocy. Skarży się na Boga, że go ignoruje. Jednocześnie wspomina dowody troski i zbawczej interwencji Boga w życiu przodków, którzy Jemu zaufali. Autor modlitwy wyraża ponadto swój stan upokorzenia. Czuje się poniżony jak robak. Cierpi z powodu szyderstwa. Bóg nie odpowiada i to milczenie przeszywa bólem.

Kiedy wyobrażamy sobie tego człowieka, to oczyma wyobraźni możemy dostrzec samego upokorzonego Jezusa, który na krzyżu cytuje słowa psalmu.

Jak mówi papież Benedykt XVI: „nie jest to jednak okrzyk rozpaczy, podobnie jak nie było nim wołanie Psalmisty, którego błaganie wyraża różne fazy udręki, ale kończy je wizja chwały, wyraz ufności w Boże zwycięstwo (…) skarga ulega przemianie, ustępuje miejsca uwielbieniu”.

A jak jest Twoja modlitwa? Czy jest to poprawne wypowiadanie formuł? Czy boisz się stawać w prawdzie przed Bogiem, myśląc, że go obrazisz? Zachęcam Cię do modlitwy serca, do mówienia wszystkiego Bogu, nawet trudnych słów. I życzę Ci, żeby modlitwa skargi przeradzała się zawsze w modlitwę uwielbienia. Pan zawsze jest z Tobą, nawet jak tego nie widzisz.

brat Piotr Anusiewicz OFMCap.